2.12.13

Hejka wszystkim!

Witam wszystkich czytelników (chociaż nie ma ich zapewne zbyt wielu). Zwą mnie Ami - no ok... sama każę się tak zwać, ale to bez znaczenia - i zamierzam opisać na tym blogu moją wizję Assassin's Creed... a raczej tego, co powinno się stać po śmierci Desmonda. Po części dlatego, że mnie to męczy i muszę dać temu ujść, a po części dlatego, iż uwielbiam Joannę d'Arc, nie podoba mi się zgon Desmonda oraz... za mało kobiecych postaci... Aveline to za mało moi mili! Ale na czym to ja...? A no tak... Czemu fontanna - ktoś zapewne zapyta. Od wieków słychać różne legendy i powiastki o magicznych źródłach itp. Motyw ten jest powszechnie wykorzystywany i nie jest wyssany z palca. A skoro Pierwsza Cywilizacja potrafiła stworzyć najróżniejsze cuda z jakimi mieliśmy do czynienia to równie dobrze mogła za ich sprawą taka fontanna powstać. Naturalnie ograniczona... Dusza musi być wciąż w tym padole... Ciało świeże... To nie problem - Desmonda trzymają w lodówce jak mrożonkę, a z kolei jego dusza pewnie się turla po Animusie albo gdzie indziej. No i dlaczego Desmond jest niezbędny? A no bo jest i koniec kropka. Skoro był taki ważny do uratowania świata wtedy to teraz też może być... Chociażby dlatego, że posiada wiedzę tylu asasynów, co może się okazać niezbędne. No widać Vicky będzie miała co robić. A wracając do Joanny. Naturalnie, że nie zrobiłam z niej żyjącej osóbki - o nie. Zgodnie z zapiskami historycznymi Joanna została spalona. Jej miecz - fragment edenu - zabrali Templariusze. Ale nikt nie wiedział, że miała siostrę - tu wkrada się znów moja wizja i fikcja zarazem. To właśnie w nią wcielać się będzie Vicky podczas leżakowania w Animusie i to właśnie ową młodszą siostrę słynnej Joanny Minerwa poprowadzi do Błogosławionej Fontanny.To by było na tyle... Miałam pisać po angielsku - tak byle jak, byle by było i byle by się nazbyt nie rozpisywać, ale jak widać - nie potrafię... Dlatego a piać od nowa - jedziemy po polsku.. Miłego czytania, a jak się nie podoba to idźcie poczytać Zmierzch... The End.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz